#20. Sześć słów o historii Jaya Fieldsa

Poznajcie opowieść, Jaya Fieldsa, iluzjonisty, mentalisty, spryciarza.
Myślę trójkątami. Wy myślicie liniami prostymi.
Pokażę Wam stół i przekonam, że to krzesło.
Dym i lustra, sztuczki i triki. Oszukuję i zwodzę.
Ale przede wszystkim stawiam na dobre przedstawienie.
Wszyscy sądzą, że zabiłem człowieka, ale nie zrobiłem tego. Pragnę zemsty. Pragnę jej dla siebie i dla niej. Chcę rewanżu dla całej naszej szóstki. Ona mnie nie pamięta, choć jest przyczyną tego wszystkiego. Będzie moją nagrodą, gdy wszystko dobiegnie końca. Jeśli tylko okażę się dość silny.
Zatem śmiało, wybierzcie kartę. Wejdźcie i obejrzyjcie przedstawienie. Spójrzcie na moje dłonie, przyjrzyjcie się uważnie, tak byście nie widzieli tego, co się dzieje naprawdę. Zniszczę wasz świat w świetle reflektorów. Nie zorientujecie się co robię, dopóki nie będzie za późno. Mam tylko jedno serce, a kiedy moje wielkie oszustwo dobiegnie końca, wręczę je właśnie jej.
Usiądźcie wygodnie, znajdujecie się na początku jazdy z piekła rodem. 


Dzisiaj będzie trochę nieszablonowo. Pomysł na tę recenzję zrodził się w zasadzie znikąd i pojawił w mojej głowie w momencie, w którym złapałam w ręce książkę L.H. Cosway. Najwyraźniej powieść do mnie przemówiła zanim zdążyłam zgłębić jej treść, a co takiego mi powiedziała? Przekonajcie się sami, jaka jest historia Jaya Fieldsa. 

„...tajemnica jest lepsza niż prawda. Dlaczego, więc nie żyć magią? Dlaczego nie być znów dzieckiem i nie wierzyć w fantazję?”

ORYGINALNA
Człowiek już tak ma, że zawsze i niezależnie od sytuacji, pierwsze co robi to „ocenia” coś oczami. Nie będzie więc w tym nic dziwnego, jeśli przyznam się, że pierwsze co przykuło moja uwagę to niezwykle hipnotyzująca okładka (w końcu to FILIA) i równie powabny tytuł. Chwilę później, gdy rzuciłam okiem na zamieszczony na odwrocie blurb, wiedziałam, że to będzie coś naprawdę ekstra. Magiczne sztuczki, iluzja, która zniekształca naszą interpretację rzeczywistości, głęboka chęć zemsty, sprytny, trochę mroczny i zapewne wybitnie przystojny bohater oraz serce ukochanej kobiety jako nagroda. Po moim ostatnim kinowym seansie i kolejnych dwóch godzinach spędzonych w towarzystwie grupki oszustów w drugiej części kasowego hitu Iluzja i mojej ogromnej sympatii do postaci Stevena Frayne’a, znanego wszystkim jako Dynamo, który magicznym sztuczkom nadał nowe oblicze, nie musiałam się długo zastanawiać i wzięłam w ciemno.  

TAJEMNICZA
Już prolog sprawia, że z każdą chwilą czujemy się bardziej zaintrygowani i zdajemy sobie sprawę, że w rozwiązaniu tej zagadki nic nie będzie oczywiste, zwłaszcza, że z czasem w naszych głowach pojawiają się tylko kolejne pytania, a odpowiedzi jak nie było tak nie ma. Dodatkowo motywy postępowania głównego bohatera, enigma jaką zdaje się być sprawa, o którą walczy na drodze prawnej, niejasny dramat z przeszłości oraz sama postać Jaya Fieldsa, który pojawia się znikąd - choć właściwie w przeciwieństwie do głównej bohaterki, my czytelnicy wiemy kim jest ten mężczyzna - dodają całości smaczku i nakręcają jedynie naszą ciekawość na ciąg dalszy.
No i tutaj przechodzimy do kolejnego punktu ...

MAGNETYCZNA
Bo taki właśnie jest Jay. To kolejny taki intensywny bohater, który już w chwili, kiedy pojawia się po raz pierwszy, kradnie kobiece serce i już go nie oddaje. Przystojny, zabawny i niezwykle charyzmatyczny iluzjonista, bystry i tajemniczy geniusz i przede wszystkim sprytny oszust o hipnotyzującym niebieskim spojrzeniu, zmysłowym schrypniętym głosie, z seksownym ciałem ozdobionym licznymi tatuażami i emanującym z każdego ruchu erotyzmem połączonym ze swobodą i spokojem. Przyciąga, kusi i uwodzi niewiele przy tym robiąc tak, że nie sposób mu się oprzeć. Czysty seks. Jednak w tej dzikości i powierzchowności na miarę Casanovy jest czuły, delikatny i niezwykle troskliwy mężczyzna, z poobijanym sercem, zagubionym umysłem i zmęczoną koszmarami duszą. I jak go nie pokochać?
Chociaż nie można zapomnieć o drugiej połowie tej historii – Matildzie. Ta dwudziestokilkuletnia córka prawnika, z jednej strony nieśmiała, skromna i odrobinę zakompleksiona jest również młodą przesympatyczną i sarkastyczną dziewczyną, która przez swoją kobiecą ciekawość nie raz pakuje się w kłopoty, ale z pewnością nie jest jedną z tych rozkapryszonych, oszalałych z pożądania wariatek, które nie wiedzą czego chcą i to zaliczam na ogromny plus w tej historii.
 

PIKANTNA
Z takim namiętnym męskim bohaterem to raczej nic dziwnego. Jak romans i dwie lgnące do siebie osobowości, między którymi chemia jest wyczuwalna na odległość, a rosnące pożądanie nie daje spać, to wiadomo, że bez scen płomiennego seksu się nie obejdzie. Sześć serc wcale nie jest w tej kwestii wyjątkiem i chociaż w książce nie brakuje pikanterii, zabawnych i dwuznacznych rozmów, kipiących insynuacjami oraz odważnych opisów seksu, to jednak nie są one ani wulgarne ani ordynarne. W tym przypadku erotyka pełni raczej rolę dopełnienia całej historii i nie jest czymś co dominuje fabułę niezliczoną ilością jęków i orgazmów, co mnie z kolei niezmiernie cieszy.

MAGICZNA
I nie chodzi tutaj już wyłącznie o motyw przewodni fabuły, ale w dużej mierze o rodzące się między Jayem i Matildą uczucie. Cienkie nitki wiążącej ich więzi są wyczuwalne już od pierwszego ich spotkania, a później jest już tylko niezwykła przyjaźń, długie rozmowy, wspólne śniadania, wyjścia i spotkania z przyjaciółmi, budowanie wzajemnego zaufania, szacunek, subtelność, czułość w prostych codziennych gestach i w końcu głębokie, prawdziwie szczere uczucie. Nieśmiałość i delikatność Matildy w połączeniu z troską i ostrożnością Jaya oraz niezwykły sposób w jaki autorka opisała na pozór zwykłą relację dwójki dorosłych ludzi, dają czytelnikowi iście magiczny, nieprzesłodzony i autentyczny obrazek, który jest kolejnym bezdyskusyjnym atutem powieści. 

„Nigdy nie próbuj oszukać oszusta.” 

NIEDOPRACOWANA
Niestety… Pomimo tych wszystkich wymienionych przeze mnie na początku plusów, mój entuzjazm i podekscytowanie względem tej powieści odrobinę zwiędły. Czuję się po prostu rozczarowana i mam wrażenie, że znów mam do czynienia z historią, której potencjał został okrutnie zmarnowany, a w tym przypadku moja frustracja jest jeszcze większa niż przy okazji lektury Real spod pióra Katy Evans, choć z pewnością to co łączy obie panie to trochę irytujący momentami styl.
Po pierwsze primo – czytając opis załączony na okładce miałam nadzieję skonfrontować się z narracją pierwszoosobową prowadzoną również z punktu widzenia Jaya Fieldsa, co jestem tego pewna, okazałoby się prawdziwą bombą kosmicznych rozmiarów, lepszą niż niejeden film, i dawało historii szansę na miano prawdziwego bestselleru. Tymczasem spotkało mnie kosmiczne, ale rozczarowanie, bo wszystkie fakty jako czytelnicy poznajemy jedynie z punktu widzenia Matildy, czyli zafascynowanej Jayem kobiety, chociaż ona jeszcze jest w tym wszystkim zrównoważona. Wielka szkoda, że zabrakło spojrzenia oczami głównego bohatera, bo w moim odczuciu książka została w tym miejscu bezpowrotnie obdarta z najważniejszego fundamentu i przez ten błąd, czegoś w niej brakowało. To trochę tak, jakby kolejna autorka poszła w tej kwestii na łatwiznę. 
Po drugie primo – sądziłam, że skoro iluzja ma grać tu pierwsze skrzypce, to opowieść będzie naładowana magicznymi sztuczkami, wciągając nas tym samym w wir tego niezrozumiałego dla postronnych obserwatorów, ale niezwykle fascynującego świata. Ale znów czekał mnie zawód, bo pani Cosway spłyciła, wydawać by się mogło kluczowy temat, skupiając się przede wszystkim na romansie i rodzącym się między bohaterami uczuciu, nie poświęcając magii więcej niż chwilę, czyli naprawdę niezbędne MINIMUM.
Po trzecie primo – napięcie. No sami rozumiecie. Zemsta, misternie uknuty plan, realizacja poszczególnych etapów, dążenie do celu, zabawa w kotka i myszkę i granie wrogom na nosie. Po raz kolejny opadły mi ręce, a wręcz odważę się stwierdzić, że momentami powiało nudą. Nie tego oczekiwałam. Miałam nadzieję, że akcja stopniowo nabierze tempa, wciśnie mnie w fotel i sprawi, że z łomoczącym sercem i niczym mała podekscytowana dziewczynka będę przewracać kolejne strony. Cóż…. Nie wyszło, ale liczę na to, że w kolejnych częściach autorka podniesie sobie poprzeczkę i zdoła ją przeskoczyć, zanim się potknie. 

Podsumowując, właściwie chcę napisać, że mimo wszystko nie czuję, żebym straciła czas na lekturze, a tym bardziej nie żałuję, że sięgnęłam po historię Jaya. Powieść jest przyjemna, lekka w odbiorze, odrobinę intrygująca i z pewnością szybko się ją czyta, a seksowny iluzjonista, nawet jeśli przedstawiany wyłącznie z punktu widzenia Matildy, wynagradza wszystko. Nie jest to niewypał, choć nie ma co ukrywać wielu znaczących kwestii tutaj zabrakło, ważne watki nie zostały rozwinięte, a zwieńczeniem całości jest gnębiące poczucie niedosytu. Liczę jednak, że autorka złapała bakcyla, zrozumiała swoje potknięcia, a w kolejnych częściach złapie wiatr w żagle i naprawdę porwie swoich czytelników w magiczny świat, z którego nie będziemy chcieli już wyjść.

„– Tu mi się podoba. I uwielbiam jabłka.
Sposób, w jaki obniża głos przy drugim zdaniu, sprawia, że słyszę insynuacje. Drażni
mnie to na tyle, że odburkuję ostro:
– Jestem pewna, że uwielbiasz, Jasonie. Jestem też pewna, że uwielbiasz różne jabłka.
Jezu Chryste, ja to powiedziałam? Zabijcie mnie!
– Właściwie jestem wierny jednemu jabłku – odpowiada.
Błysk w jego oczach sprawia, że chce mi się śmiać. Nie znoszę, że tak na mnie działa.
Nasza rozmowa jest niedorzeczna. Mimo to nie chcę się poddać.
– Nie możesz być wierny jednemu jabłku. Kiedy je zjesz, znika, więc musisz szukać
kolejnego.
– Och, nieustannie mógłbym jeść moje jabłuszko i nigdy nie czułbym potrzeby
znajdowania sobie nowego.
– A może twoje jabłko nie chce być zjedzone. Może jabłko znudziło się sposobem, w jaki je jesz.
Pochyla się, opiera jedną rękę na stole, a jego spojrzenie robi się jeszcze bardziej
mroczne.
– Wręcz przeciwnie, moje jabłuszko lubi być jedzone. Tak naprawdę w tej chwili moje
jabłuszko jest nieco humorzaste, bo dawno nie było konsumowane.”
 
___________________________________________
L.H. Cosway, Sześć serc, stron 480, FILIA, 2016
Przekład: Katarzyna Agnieszka Dyrek 

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza